środa, 4 października 2017

Rzeczozmęczenie - książka dla każdego zakupoholika

Ostatnio na rynku wydawniczym pokazała się książka Rzeczozmęczenie Jamesa Wallmana. Gdy tylko znalazłam ją w sieci, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jako zakupoholiczka wiem, że chcę walczyć z nałogiem z każdej strony. Nie tylko poprzez szlabany na zakupy, ograniczanie budżetu na zachcianki i zbieranie pustych opakowań, aby motywować się do zużywania, ale także poprzez uświadamianie sobie, że moje zbieractwo jest złe i do niczego dobrego mnie nie zaprowadzi. Nie raz z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które wyjeżdżały na zagraniczne wakacje. Też mogłabym jechać gdybym nie roztrwoniła oszczędności na nowe ubrania czy kolejne kosmetyki, które do dziś leżą w zapasach... Ehhh ciężki jest los zakupoholika. Mam za dużo rzeczy i nie umiem się nimi cieszyć. To właśnie uświadamia mi ta książka. 



Autor opisuje losy Nicodemusa, który zmęczony nadmiarem rzeczy przeprowadza eksperyment. Zbiera wszystkie rzeczy, które posiada i chowa do kartonów i worków. Zupełnie jak przy przeprowadzce. Następnie przez 21 dni przeprowadza eksperyment i wyjmuje z worków i pudełek tylko te rzeczy, które są mu niezbędne (szczoteczka do zębów, sztućce, ubrania). Po trzech tygodniach zostawia tylko to co wyjął z worków i pudeł, a resztę rzeczy, której nie potrzebuje oddał innym. Książka zawiera wiele cennych porad jak walczyć z nadmiarem rzeczy, które nie cieszą a gniotą nas i unieszczęśliwiają. Jestem jeszcze w trakcie czytania tej nowości wydawniczej, więc na razie jej nie zrecenzuję ale już teraz wiem, że będzie mi bardzo pomocna w walce z nałogiem.

Co jeszcze warto przeczytać by zacząć minimalizować posiadane przedmioty?

czwartek, 14 września 2017

Dlaczego kupujemy za dużo?

Pisałam kilka dni temu, że ponownie staję do walki z zakupoholizmem. Już myślałam, że ten temat mnie nie dotyczy, a wystarczyły dwa miesiące wakacji i różne promocje w drogeriach, aby temat powrócił. Znów jestem zmęczona zapasami i tym, że upłynie sporo czasu zanim pozbędę się nadmiaru. Ten, kto boryka się z podobnym problemem wie, o co mi chodzi. Zaczęłam się zastanawiać co powoduje, że kupujemy zbyt dużo. Oto do jakich wniosków doszłam:




Kupujemy na poprawę humoru:

Jedni smutki zajadają, inni kupują ubrania czy kosmetyki. Kiedy masz doła starasz się poprawić nastrój nową szminką? Też tak mam. Wahania nastrojów u mnie kończą się wizytą w cukierni i zakupem ciastka, albo wizytą w drogerii i "małym drobiazgiem" w postaci kosmetyku. Wszystko fanie jeśli takie drobiazgi na poprawę humoru zdarzają się rzadko, ale co w momencie kiedy szargają tobą nerwy co drugi lub trzeci dzień? Każda taka wizyta i poprawa humoru ciastkiem to obawa, ze waga pójdzie w górę, a wizyty w drogerii grożą zapasami. 

Kupujemy z nudów:

Czasem łapię się na tym, że czekając na kogoś na mieście wchodzę do drogerii jedynie popatrzeć. Potem przypomina mi się, że właściwie to kończy mi się szampon, więc kupuję nowy ( nie ważne, że na pewno w zapasach mam jeszcze butelkę lub dwie). Chodząc po centrum handlowym zajrzę to tu, to tam, kupię tu maseczkę, a tam tonik i do domu wracam z nowymi produktami.

Kupujemy, bo jest promocja nie do odrzucenia:

Ach te okropne promocje. Niby wiem, że promocja jak nie ta to inna, a jednak ciągle daję się nabrać. No weźmy przykładowo taki Rossmann. Ciągle zachęca do kupna, w ofercie 2 plus 2 gratis. Ostatnio dałam się nabrać na zakupy w ofercie pielęgnacji (odżywki, balsamy, pomadki ochronne). Nie potrzebowałam nic a jednak weszłam i wybrałam 8 produktów, bo szkoda nie skorzystać. Zapłaciłam 150 złotych za rzeczy, które nie są mi potrzebne na tu i teraz. Miałam kaca moralnego, ale co z tego skoro już wyszłam ze sklepu z zakupami. Teraz Rossmann znów kusi promocją na higienę, ale powiedziałam sobie DOŚĆ! Nie chcę być ciągle niewolnikiem zakupów.

Kupujemy, bo dana rzecz jest super modna lub popularna:

Sądzę, że gdyby nagle była moda na czerwony tusz do rzęs wiele zakupoholiczek by się na niego skusiło. Nie ważne, że nie pasuje do karnacji, że pieką po nim oczy. Ważne, że jest supermodny. Tak samo jest z ubraniami. Teraz na czasie jest kolor moro. Ja akurat mam kilak ubrań w tym odcieniu więc nic mnie nie kusi, ale sądzę, że mogłabym być podatna na zakupy gdybym akurat nic w tej kolorystyce nie miała. 

Jakie inne przyczyny zakupów znasz?

poniedziałek, 11 września 2017

Moje zapasy {stan na 6 września 2017}

Zrobiłam zdjęcia wszystkich NIEOTWARTYCH kosmetyków. Celowo podkreślam nieotwartych, bo to zapasy, a w użyciu w łazience i w  2 kuferkach mam jeszcze pootwierane kosmetyki. Dramat! Totalny dramat! Jestem na siebie bardzo zła, bo ciągle marzy mi się taki totalny minimalizm w tej dziedzinie. Bardzo chciałabym mieć tylko po 1 kosmetyku w zapasie tak na czarną godzinę i móc swobodnie wybierać nowe kosmetyki. Cieszyć się zakupami, pozwolić sobie na coś droższego, a nie kupować masowo gdzieś na promocji kosmetyki, które wpadły do koszyka, bo były tanie, dodawali je gratis czy dostałam je gdzieś od kogoś. Czeka mnie wiele pracy, to nieuniknione, ale myślę, że warto.

KOSMETYKI DO DŁONI I STÓP



KOSMETYKI DO MYCIA CIAŁA


KOSMETYKI DO CIAŁA: BALSAMY I PEELINGI


KOSMETYKI DO TWARZY: DEMAKIJAŻ, KREMY DO TWARZY I POD OCZY, KOLORÓWKA



KOSMETYKI DO WŁOSÓW: SZAMPONY, MASKI, ODŻYWKI, KOSMETYKI DO STYLIZACJI



INNE



Jeśli dobrze liczę to mam aż 207 nieotwartych kosmetyków. Tak jak napisałam wyżej mam też otwarte kosmetyki pochowane w kuferkach i pudełkach oraz kosmetyki w użyciu. Zobaczymy jak uda mi się to zużywać. Jedno wiem na pewno nie mogę kupować przynajmniej do końca roku.

niedziela, 10 września 2017

Myślałam, że to koniec, a jednak nie

Blog umarł, bo byłam przekonana, że temat zakupoholizmu i chomikowania wszystkiego co popadnie mnie już nie dotyczy. Do czasu... W wakacje poszalałam zakupowo. Najwięcej poszło na kosmetyki i ubrania. W zeszłym tygodniu zajrzałam do kartonu z zapasami kosmetycznymi i znów przeraziłam się. Wiesz co myślę? Że z zakupami jest tak jak z alkoholem. Dopóki nie pijesz to trzymasz się i jesteś silna, ale wystarczy że popuścisz i choć raz złamiesz swoje zasady. Koło zaczyna coraz szybciej się obracać i wpadasz w wir. Na początku nie zwracasz uwagi, że nałóg powraca, bo to tylko niewinne zakupy, jeden kieliszek. Ale kiedy zaczynasz się orientować, że coś nie gra, jest już dość późno. I tak jest ze mną. Niby tylko drobne zakupy w drogerii, a przy kasie idzie 150 złotych. Rossmann, Drogeria Natura, zakupy kosmetyczne podczas wycieczki zagranicznej i nim się obejrzałam znów 400 zł na kosmetyki poszło. Tak więc usiadłam w zeszłym tygodniu i podliczyłam ile czego mam. I znów czuję się podle, bo znów tonę w zapasach. Tak więc powracam do pisania tego bloga, bo jest to dla mnie jak odwyk.Wiem, że tu zagląda sporo osób. Odezwijcie się, zacznijmy razem tworzyć społeczność, która będzie sobie pomagać w walce z komplulsywnymi zakupami. 

wtorek, 3 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 i nowe postanowienia na 2017 rok

Minął 2016 rok. W grudniu robiłam podsumowanie roku i doszłam do wniosku, że to był naprawdę dobry rok. Dobry, bo wydarzyło się w moim życiu wiele dobrego, także na płaszczyźnie walki z zakupoholizmem. Przestalam nałogowo kupować kosmetyki, używam wielu naturalnych produktów i produkuje kosmetyki sama. W tej kwestii wyznaje minimalizm. Pokochałam szare mydło, naturalne oleje do pielęgnacji skóry i dezodoranty bez soli aluminium. Nie otwieram kilku kosmetyków naraz, tak jak miałam w zwyczaju robić to wcześniej. Ubrania także nie narastająw tak szybkim tempie jak kiedyś. To dlatego, że karmię moją 3.5 miesięczną córeczkę piersią więc na razie wszystkie ubrania bez możliwości rozpiecia odpadają. Mimo tych dobrych spraw wciąż czuje że temat analogowego kupowania nie jest mi obcy. Uwielbiam kupować i wydawać pieniądze. Lubię wybierać, płacić i wracać do domu z nowymi rzeczami. Co więc jest teraz numerem 1 w mojej walce?  Stety i niestety ogrom pieniędzy wydaje na jedzenie i ubrania dla dziecka. Lodówka jest zawsze pełna i choć nic się nie marnuje, czasem mam wrażenie ze mamy tego wszystkiego za duzo. Podobnie jest z ubrankami dziecięcymi.  Ostatnio załapałam się na tym, że znajduje ubranka, których córka wcale nie założyła a już są za małe. Wszystko dlatego ze ubranek ma naprawdę dużo i nie nadąża ich zakładać.


Cieszę się, ze uświadomiłam sobie te 2 problemy, bo wiem nad czym mam pracować w najbliższych miesiącach. Zależy mi na ograniczeniu wydatków na jedzenie, bo wydaje na nie zbyt dużo. W listopadzie spisywalam wydatki na żywność i wyszło ok 900 zl tylko na składniki na śniadania i kolację. To kwota na 2 osoby i oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że to sporo. Chciałabym też ograniczyć kupowanie ubrań dla córki. Dziecko rośnie naprawdę szybko i wielu ubrań nie zdąży się założyć ani razu.

A jak jest u Ciebie?   Jak zaczynasz Nowy Rok? Czy też chcesz walczyć z zakupami?

sobota, 5 listopada 2016

Mój minimalizm - luksusowy minimalizm

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam potrzebę życia lepiej ale skromniej. Nazwałabym to luksusowym minimalizmem. Do tej pory mogłabym określić siebie jako zbieracza, chomika, bo uwielbiałam zbierać wszystko na "ciężkie czasy". To zaowocowało mnóstwem rzeczy - kosmetyków, ubrań, biżuterii, dodatków, książek i wszystkiego co można nazwać określeniem "przydasie". 




Niestety część z tych rzeczy wcale nie była dobrej jakości. Wiecie tandetna plastikowa biżuteria, ubrania, w których nie czuję się do końca komfortowo, kosmetyki o słabym składzie itp. Niby mi to przeszkadzało, nie używałam tych rzeczy, ale też nie miałam na tyle odwagi by się ich po prostu pozbyć. Nie wiem czy to pod wpływem ciąży czy przeprowadzki do nowego mieszkania czy też pod wpływem książek i blogów o minimalizmie, mój punkt widzenia znacznie się zmienił. Z początku było mi niesamowicie trudno przełamać się i zacząć ogarniać przestrzeń. Szaleństwem wydawał mi się program, który wymyśliła Bogusia z bloga Piękno i minimalizm, a polegał on na wyrzucaniu codziennie/co tydzień/co miesiąc niepotrzebnych rzeczy. Bogusia opisywała to m.in w tych postach: 

Pozbądź się 365 rzeczy w 365 dni.


Myśląc sobie o takiej czystce czułam podekscytowanie, bo oczami wyobraźni widziałam ten ład, porządek i tylko rzeczy, które lubię, w których wyglądam jak milion dolarów, ale jednocześnie czułam zagubienie, bo nie wiedziałam od czego zacząć. I tak z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc podchodziłam do tematu jak pies do jeża, bo niby chciałam coś zmienić, ale może szkoda wyrzucać te kosmetyki, moda wraca i może założę ten sweter... Rozumiecie o co chodzi, prawda? Jednak przeprowadzka do nowego M coraz bliżej i jak to mówią to najlepszy moment na zmiany. Nowe, czyste mieszkanie to miejsce tylko na potrzebne i piękne rzeczy, a nie na graty i przydasie. Decyzja o czystce dojrzewała we mnie coraz bardziej, bo zaczęłam sobie wyobrażać jak zagracę nowe mieszkanie ciągnąc ze sobą wszelkie dobra nagromadzone przez ten czas. Bałam się tego chaosu i mnóstwa rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuję. Przełamałam się w końcu i pewnego dnia pozbyłam się części niepotrzebnych rzeczy. 

To był impuls i  na pierwszy rzut poszły 3 ogromne worki ubrań, których już od dawna nie noszę. Ubrania na pewno przydadzą się potrzebującym, a ja przetarłam szlak w drodze do luksusowego minimalizmu. Nie jest to łatwe, ale zawsze w chwilach zwątpienia myślę o nowym mieszkaniu i o chęci by panował tam ład i porządek. Bardzo zależy mi na tym, by w szafach były tylko rzeczy, które noszę i w których wyglądam naprawdę dobrze. W łazience czy na toaletce mają znaleźć się tylko kosmetyki, których chcę używać, a nie przypadkowe kremy czy toniki, bo szkoda ich wyrzucić. Nazwałam to drogą do luksusowego minimalizmu, bo chcę posiadać jedynie rzeczy wartościowe, dobrej jakości i takie, które upiększają moje życie. Mam ochotę na więcej i już szykuję kolejne rzeczy do oddania, wyrzucenia, sprzedania.

A wam jak idzie walka z zakupoholizmem i chomikowaniem?

piątek, 12 lutego 2016

Co się działo jak mnie nie było - powracam

Cześć wszystkim!

Nie wiem co mam powiedzieć... Nie będę owijać w bawełnę i mydlić wam oczu. Po prostu zapomniałam o istnieniu tego bloga... Wiem, głupie, ale z drugiej strony ten czas był bardzo owocny. Odkąd przestałam tu zaglądać przestałam też kupować. Małżeństwo, praca i nowe obowiązki skutecznie wyleczyły mnie z obsesji kupowania kosmetyków. Ważniejsze stało się ugotowanie pożywnego obiadu, pójście z mężem do kina niż wrzucanie nowych kosmetyków do koszyka w drogerii. 


Na blog weszłam przypadkiem przeglądając strony i doznałam olśnienia! O matko! Ile kupowałam, ile pieniędzy poszło w błoto. Ile kosmetyków się zmarnowało. 

Niestety ale wiele kosmetyków po prostu musiałam oddać lub wyrzucić, bo data ważności się skończyła. Wiem, że wyrzuciłam tym samym wiele pieniędzy w błoto. 

Część z tym zachomikowanych kosmetyków mam do dziś i zużywam je w szybkim tempie żeby zdążyć przed mijającym upływem czasu. 

Zakupoholizm jest strasznie głupim nawykiem. Teraz to wiem, ale nadal muszę trzymać się na baczności, bo wiele ofert kusi. Z tego chyba nie można się wyleczyć w 100%. To tak jak z alkoholizmem, człowiek może nie pić 10 lat a nagle jeden kieliszek odnawia nałóg.

Mam w bagażu swoich doświadczeń wiele sposobów na to jak wyjść z tej pułapki. Czy jesteście zainteresowani dalszym pisaniem bloga?

wtorek, 19 listopada 2013

Powracam z nową energią zwalczania manii zakupów

Moi drodzy co prawda ostatni post ukazał się pod koniec lipca, ale to nie dlatego, że was opuściłam, a po prostu natłok zajęć skutecznie zabrał mi cały czas wolny na pisanie i na robienie zakupów kosmetycznych. Ślub, przeprowadzka, miesiąc miodowy i tak zleciało. Przez ten czas byłam tak zajęta swoimi sprawami, że zakupoholizm odszedł na dalszy dalszy plan. Niestety teraz szara codzienność "obudziła" we mnie na nowa chęć wydawania pieniędzy i postanowiłam na nowo podjąć walkę. Wracam do was już wkrótce z nowymi postami.

środa, 31 lipca 2013

Bilans lipca - bardzo udany miesiąc!

Kończy się lipiec, a ja przychodzę pochwalić się kolejnym bardzo udanym miesiącem! Na moim koncie 19 zużyć, 6 miniaturek i tylko 4 zakupy. Zobaczcie sami:




Zużycia:

1. Masło do ciała czekolada i mięta Bingo Spa
2. Płyn do higieny intymnej Intimea
3. Antyperspirant Rexona w kulce
4. Szampon jajeczny Joanna
5. Pasta do zębów Meridol
6. Masło do ciała Cytrynowy Mirt Fennel
7. Żel pod prysznic YR pomarańcza
8. Pianka Decubal do mycia twarzy
9. Odżywka do włosów miodowa Kallos - 250 ml
10. Maseczka do twarzy Glinka i gruszka Dax
11. Szampon Ziaja kakaowa 500 ml
12. Żel peelingujący do ciała Pollena Eva
13. Maseczka rozświetlająca z wit C - Dax
14. Żel pod prysznic Dove  50 ml
15. Krem do twarzy Iwostin z wit C+E
16. Krem pod oczy Pollena Eva
17. Masło skrzypowe Biochemia Urody
18. Żel peelingujący Avon Kwiat pomarańczy i oliwki
19. Odżywka Avon do włosów suchych

Miniaturki:

1-6 Krem do opalania Pharmaceris

Zakupy:
1. Szampon Joanna mleko i miód - 2,99
2. Żel pod prysznic Pistacjowy  - 5,04
3. TBS - odżywka bananowa  - 15,00
4. Chusteczki do hig intymnej Facelle - 4,39

wydane łącznie: 27,42 zł

Mogę powiedzieć że tak naprawdę chcieć to móc!

czwartek, 25 lipca 2013

Im dalej tym ciężej - o kryzysie w pewien lipcowy dzień.



Zawsze wydawało mi się, że rzucając palenie czy przechodząc na dietę najtrudniejsze są pierwsze 3 dni, no może góra tydzień. W moim przypadku, w walce z kosmetykoholizmem jest zupełnie inaczej. Pierwszy miesiąc od 27 maja do końca czerwca był dla mnie lekki i przyjemny. Zakupy kosmetyczne przestały dla mnie istnieć, zajęłam się przygotowaniami ślubnymi, spotkaniami ze znajomymi. Zwracałam większą uwagę na to jak i co jem, zakupiłam kilka ciekawych książek. Byłam bardzo zadowolona, że pieniądze nie idą na kosmetyki  ale wyjście do kina czy teatru, dobrą książkę czy zdrowy smakołyk. Myśląc, że tak ma przebiegać mój odwyk uśmiechałam sie sama do siebie, bo zapowiadało sie bezboleśnie. Lekki, przyjemny odwyk od zakupów kosmetycznych - czego chcieć więcej. 

Źródło


 I nagle pewnego dnia przyszedł ten kryzys, kryzys ze zdwojoną siłą. Pewnego lipcowego dnia obudziłam się z myślą, że to wszystko nie ma sensu, że nie dam rady i chcę się poddać i iść na zakupy kosmetyczne. Było to tak silne że chodziłam cały dzień struta i zdołowana. Z jednej strony czułam nieodpartą chęć pójścia do drogerii, pomacania kosmetyków i kupienia czegokolwiek byle tylko zaspokoić głód zakupowy. Z drugiej strony miałam w myślach czas jaki juz wytrzymałam, sukces jaki odniosłam nie kupując w czerwcu. Byłam rozdarta i nie wiedziałam co zrobić. Koleżanki,  z którymi porozmawiałam wspierały mnie, że dam radę i że nie poddam się i nic nie kupię. Oj ciężko było! Z jednej strony kuszenie by kupić coś, cokolwiek byle było kosmetyczne, z drugiej silna motywacja by nie zaprzepaścić tego co już mi się udało osiągnąć. 

Źródło


Moim rozwiązaniem było pochodzenie po sklepach z ubraniami, poprzymierzania nowych kreacji na lato czy też jesień. Poprzymierzałam sukienki na wesele koleżanki, spódniczki, kilka bluzek. Część z tych rzeczy kupiłam, bo po prostu są mi potrzebne. Stręczące myśli o zakupach kosmetycznych całkowicie zniknęły, bo skupiłam się na tym, jaki zestaw ubrań wybrać by wyglądać korzystnie na weselu koleżanki, w pracy. W domu przejrzałam biżuterię, którą mogę nosić do nowych ubrań.  Poczułam ulgę, bo kupiłam sobie coś fajnego, zrobiłam sobie przyjemność i dobrze spędziłam czas.

Pewnie część z was pomyśli, że to bez sensu, że z jednego nałogu mogę popaść w drugi, że nie powinnam nic kupować. Ja tak nie uważam. Prowadzę bloga by wygrać z kosmetykoholizmem a nie zakupoholizmem w ogóle. Nie jestem uzależniona od kupowania ubrań więc nie widzę nic złego w tym by dla zaspokojenia chęci zrobienia zakupów kosmetycznych poszłam na zakupy odzieżowe. Bo czy osoby odchudzające się nigdy nie miewają gorszych dni ? Czy wtedy nie pozwalają sobie na chwileczkę zapomnienia i nie kupują kawałka tortu? Czy palacze, którzy rzucają palenie nie posiłkują się środkami z nikotyną by zaspokoić głód nikotynowy ale jednocześnie nie powrócić do nałogu? Niestety ale wychodząc z jakiegokolwiek nałogu trzeba oszukać mózg, który domaga się kosmetyków, palenia czy jedzenia. Ja odzyskałam dobry humor i chęć do dalszej walki właśnie dzięki temu, że kupiłam sobie ładną spódniczkę i bluzkę i chyba to jest najważniejsze.

środa, 10 lipca 2013

Postaw sobie cel!



Największą zmorą moich kosmetycznych zapasów okazały się  masła i balsamy do ciała. Nie dość, że mają duże pojemności i zużywają się długo, to nie zawsze miałam ochotę na używanie ich. Dodatkowo wizja ponad 30 pudełek wcale mnie nie śmieszyła. Co innego żel pod prysznic, szampon - idą praktycznie jak woda. Ale hola hola... To, że coś zużywa się wolno nie znaczy, że ma psuć bilans i zalegać na półkach. Co prawda już od bardzo dawna - dokładnie od marca (w lutym kupiłam ostatni balsam) nie kupiłam żadnego smarowidła, ale i tak mało co ruszało się w tej kategorii. Więcej było ponapoczynanych pudełek ze smarowidłami niż zdenkowanych opakowań. 




Wzięłam pod lupę tą kategorię i postanowiłam zużywać miesięcznie co najmniej jedno opakowanie balsamy/masła. Wiadomo, że jeśli pojemność będzie duża (np. 500 ml) balsam może zużywać się dłużej. Chodziło jednak o systematyczność w balsamowaniu się i zużywanie jednego opakowania po drugim a nie kilku naraz. Akcję rozpoczęłam z początkiem lipca i  mam już pierwsze rezultaty tego postanowienia! Przez 10 dni lipca udało mi się zużyć już 2 masełka do ciała. Nie były to świeżo rozpakowane pudełka a ponaczynane opakowania. Grunt jednak w tym, że systematycznie, codziennie po kąpieli balsamowałam się i kosmetyk zamiast zalegać na półce - znikał w oczach. Ten rezultat bardzo motywuje mnie do dalszego zużywania smarowideł, bo widzę efekty systematyczności.

MOJA RADA: Wszystkim wahającym się czy dadzą radę polecam spróbować wybrać sobie jedną newralgiczną kategorię i małymi krokami dążyć do celu. Radość z jego osiągnięcia jest niesamowita i bardzo motywuje do dalszej walki!

Przeczytaj także